Bømlo - 1 wyspa, 1000 przygód *2006
Gmina Bømlo (Bømlo kommune) położona jest w połowie drogi pomiędzy Stavanger i Bergen. Leży na wyspie, na którą można dostać się promem oraz przez groblę i mosty nad fiordami. Gmina zajmuje powierzchnię 247 km kw., zamieszkuje ją 10.8 tys. mieszkańców obsługujących głównie turystów-wędkarzy z całej Europy. Na zachód od wyspy leżą najlepsze łowiska atlantyckiego śledzia. Nie ma tu dużych ośrodków wędkarskich. Wynajmuje się pojedyncze domki od właścicieli malowniczo położone nad samą wodą. Na wyposażeniu każdego domu jest łódź z silnikiem. Znakomite miejsce na połów makreli, molw, morszczuków i okresowo halibutów... Można się tu spodziewać każdej ryby, jaka żeruje w norweskich morzach...
Tytuł publikacji jest hasłem promocyjnym gminy Bømlo.

To wszystko nie tak miało być. Mieliśmy jechać z Zedem i jego kumplem Robertem na Froyę do teściów Roberta. Mieliśmy testować łowisko, łodzie i zakwaterowanie.
Mieliśmy łowić olbrzymie czarniaki i inne morskie potwory. Na 3 dni przed wyjazdem Robert rezygnuje i zostawia nas na lodzie.
Zaczynamy szukanie w internecie. Nie byliśmy przygotowani na koszty zakwaterowania i łodzi bo to miało być gratis. Podliczyliśmy nasze finanse i wyszło nam, że na dom z łodzią możemy wydać max. 4000 NOK. Jako, że ja byłem zarobiony totalnie wszystko spadło na Rafkę i Zeda. I znaleźliśmy kilka miejsc. Telefony, maile, sprawdzanie batymetrii na Garminie i mamy chatę, a właściwie dwie chaty: 4 dni na jednym łowisku i 3 dni na innym. Miejsce to południowa Norwegia, wyspa Bømlo między Haugesund i Bergen.

Jedziemy. Prom z Gdańska do Nynashamn. W Gdańsku spotykamy Maćka Rogowieckiego i Marka Szymańskiego. Jadą tym samym promem z grupą na Lofoty. Ciekawe czy ktoś z tej grupy pokusi się o relację? Różne pogłoski chodzą...
Z Nynashamn mamy do przejechania ponad 1000 km. Krótka drzemka po drodze i o 8 rano jesteśmy na miejscu. Przesympatyczny przedstawiciel właścicieli domków do wynajęcia na Bømlo doprowadza nas do naszej chatki. Tam witamy się z właścicielem. Domek mały, ale bardzo przytulny.

Na samym dole pomieszczenie na sprzęt wędkarski, suszarnia i pralnia. Na parterze pokój dzienny, kuchnia, wyjście na werandę. Na piętrze 2 sypialnie 2-osobowe. Na straży domku stoi troll.

Przy pomoście kołysze się łódź z 15-konnym Tohatsu.
Szybkie śniadanie i na ryby.
Powoli penetrujemy liczne zatoki. I pierwsze zaskoczenie. Oprócz ogromnych ilości makreli nic nie łowimy! Wszelkie pilkery służą wyłącznie jako ciężarki. Makrele biorą na przywieszki na każdej głębokości, a pilkery są zupełnie ignorowane. Makrele to taka ryba wykluczeń, nie przynosi satysfakcji łowieckiej, ale kulinarną, jak najbardziej!

Postanawiamy zmienić taktykę. Różne ciekawe rzeczy znalezione w "garażu" podpowiadają o miejscowych preferencjach. Uzbrajamy ciężkie zestawy. Plecionka 50lb, multiplikatory, ciężarki 300-400 g w kształcie łezki, szubienica z drutu nierdzewnego o przekroju 2 mm i haki 10/0 uwiązane do sznurka "babcinego". Na przynętę będzie "flubber" z makreli.
Na łowisko typujemy skalną półkę o głębokości 80-120 metrów położoną wzdłuż ściany fiordu.

Łowimy w powolnym dryfie. Naszą zdobyczą są pojedyńcze molwy i 3-kilowy morszczuk.

Na noc stawiamy pułapkę na kraby. Rano okazuje się, że oprócz pięknego kraba w pułapkę weszła duża flądra.

Zed łowi z brzegu zestawem flądrowym norweskie jazgarze, które po norwesku zwą się knurr.


W środu ciekawe rozwiązania z dziedziny architektury wnętrz.
Nauczeni doświadczeniem stawiamy na ciężkie zestawy z makrelą jako przynętą.

Na głębokościach 100-220 metrów łowimy całkiem przyzwoite molwy. Zed łowi prawdziwego rekina, ma 90 cm.

I tak błyskawicznie upłynął nam tydzień w Norwegii. Zabrakło czasu na dokładniejsze obłowienie świeżo poznanych łowisk. Co się odwlecze....

W drodze powrotnej do Ystad nocujemy u przesympatycznej Ani i Staszka w Getinge k/Halmstad. Staszek zaprosił nas na połowy turbotów ze swojego jachtu w przyszłym roku...
PS. Podziękowania dla Zeda za to, że pomimo przeciwności losu pojechaliśmy i za to, że całe moje morskie wędkowanie wywrócił do góry nogami. I dla Rafki za wspaniałe kucharzenie na wyprawie.
Domek 45 mkw, 2 sypialnie, przeznaczony dla max. 5 osób. Łazienka, kuchnia z pokojem dziennym.
Łódź 5.20 m, silnik 15 KM.






Bømlo - 1000 przygód
